Notowanie
Zacząłem śledzić ciężary, powtórzenia, reakcję organizmu i jakość wykonania zamiast opierać się na pamięci i impulsie.
Nazywam się Jakub Frańczak. Od prawie 6 lat trenuję i rozwijam własne podejście do budowania sylwetki, progresu i prowadzenia procesu treningowego. Łączę kulturystykę, analizę i własną praktykę, bo efekt rzadko wynika z samego wysiłku. Zwykle wynika z lepszych decyzji, kontroli procesu i umiejętności oddzielania rzeczy ważnych od szumu.
Mój start nie miał nic wspólnego z estetyką fitnessu ani uporządkowanym planem. Przy wzroście 176 cm ważyłem około 110 kg i chciałem przede wszystkim zmienić to, jak wyglądałem i jak się ze sobą czułem.
Pierwszy etap był skuteczny tylko częściowo. Schudłem około 25 kg, ale zrobiłem to chaotycznie: za dużo cardio, brak struktury, zbyt szybkie tempo i słabe decyzje żywieniowe. Sama utrata masy nie dała mi sylwetki, której szukałem. Dopiero później zrozumiałem, że potrzebny jest proces, który ma kierunek.
Najwięcej realnej masy mięśniowej zbudowałem dopiero wtedy, kiedy trening przestał być przypadkowym wysiłkiem, a zaczął być świadomie zarządzanym procesem.
Jedną z najważniejszych zmian był zwykły notatnik. Od tego momentu zacząłem zapisywać, porównywać, obserwować i wyciągać wnioski zamiast tylko dokładać pracy.
Zacząłem śledzić ciężary, powtórzenia, reakcję organizmu i jakość wykonania zamiast opierać się na pamięci i impulsie.
Przestałem mylić ego z progresem. Kiedyś wydawało mi się, że najważniejszy jest sam ciężar na sztandze. Dziś wiem, że bez kontroli, celu i zrozumienia kosztu zmęczenia to bardzo często daje ego, a nie efekt.
Z czasem ważniejsze od samego wysiłku stało się pytanie: co faktycznie daje bodziec i co realnie prowadzi do przodu.
Nie interesuje mnie ani bezmyślne dokładanie pracy, ani paniczne unikanie wysiłku. Duży wpływ miało na mnie podejście Doriana Yatesa: prostota, intensywność, selekcja tego, co naprawdę potrzebne i szacunek do regeneracji. Z drugiej strony nie traktuję żadnej metody jak religii. Korzystam z wiedzy, badań i praktyki, ale filtruję je przez realne działanie.
Nie interesuje mnie wysłanie rozpiski i zostawienie człowieka samemu sobie. Ważniejsze jest pokazanie, jak myśleć o treningu, jak rozumieć progres i jak odróżniać rzeczy naprawdę istotne od szumu.
Do tej pory wprowadziłem na siłownię około 11 osób i pracowałem indywidualnie w mniejszej skali, skupiając się na jakości prowadzenia, nie na pompowaniu liczb.
Najczęściej pomagam wyjść z plateau, poprawić technikę, lepiej czuć pracę mięśni i uporządkować proces tak, żeby trening nie był stratą czasu.
W pracy korzystam z własnych kalkulatorów, arkuszy i narzędzi do monitorowania procesu. Tworzę też własne modele myślenia o progresji, w tym Teorię Kroków. To wszystko ma wspierać decyzje, a nie zastępować myślenie.
Popełniłem dużo błędów i właśnie dlatego dużą wartość widzę dziś w obserwacji, korekcie i wyciąganiu wniosków. Nie szukam idealnej metody. Buduję system, w którym wiadomo, po co robi się dane rzeczy, jak ocenić progres i kiedy poprawiać, a kiedy nie przeszkadzać procesowi.
Najkrócej: ciężar, kontrola i analiza muszą iść razem. Sam wysiłek bez kierunku rzadko daje to, czego ludzie naprawdę szukają.